Na co zwrócić uwagę przy sesjach szkolnych? 7 wskazówek!

Za chwilę koniec roku szkolnego, a razem z nim sesje absolwentów, reportaże z sal przedszkolnych i cudne portrety z zerówek.
A jak Szkoły… To oczywiście Sesje Publiczne!
Czas więc na krótkie przypomnienie co zrobić, by jak najlepiej wykorzystać potencjał Zalamo w tej kwestii:

    1. Dodaj „Wiadomości do klientów”
      To „niby” tylko kilka miłych słów do klientów, które pojawią się przed zdjęciami. Tyle, że każdy z nas lubi być przywitany, lubi dowiedzieć się więcej o zasadach zamówienia, czy też poznać nazwę firmy, która zdjęcia zrobiła.
      Wiadomość pojawiająca się po zamówieniu to miejsce na „dziękuję” i przypomnienie kiedy i gdzie będzie można odebrać gotowe zamówienia. I też nie warto jej pomijać.
    2. Ustaw indywidualny link do sesji i hasło
      Krótki link z Twoją nazwą w adresie? Oczywiście, że wygląda dużo lepiej niż długi ciąg znaczków. Do tego hasło, które samodzielnie wymyślasz. Od razu całość wygląda bezpieczniej i bardziej profesjonalnie.
      Jeśli nie masz jeszcze przyjaznego linku – napisz do nas na czacie –> prawy górny róg Twojego konta.
      kłódka
    3. Włącz płatności online
      Co tu dużo pisać… To Twój czas i porządek w zamówieniach. A przy zamówieniach ze szkół i przedszkoli ma to ogromne znaczenie. DotPay i Paypal przy dużej liczbie zamówień to Twoi dobrzy przyjaciele.
      Więcej o płatnościach online znajdziesz tu.  
    4. Sprzedawaj produkty!
      Laby dają Ci ogrom możliwości! Świat nie kończy się przecież na odbitkach. Dodaj możliwość zamówienia albumów i innych produktów. Przypomnij delikatnie poprzez swoją ofertę, że fotograficzne pamiątki pewnie chcieliby otrzymać również np. zakochani we wnuku Dziadkowie.
    5. Wysyłaj zamówienia odbitek prosto do swojego labu
      Klienci zamówili odbitki? Wyślij więc je prosto do labu. Bez szukania, ponownego wgrywania i nerwów. Lista zamówień i przycisk „przygotuj do labu” czekają na Ciebie.
    6. Patrz od czasu do czasu na statystyki
      Statystyki mówią Ci w którym dniu najwięcej osób wchodzi w sesję. Widzisz, że osób jest za mało? Może to znak, że nie wszyscy dostali link i warto się odezwać do organizatora z prośbą o ponowne rozesłanie?campaign-creators-1167002-unsplash
    7. Ustaw datę wygaśnięcia sesji
      Nikt nie lubi bałaganu! Poinformuj Rodziców do kiedy zbierasz zamówienia, przypomnij o tym w wiadomości do klientów i ustaw ją w panelu (zakładka „Udostępnij”). Dzięki temu, po określonym terminie sesja wygaśnie. Klienci mając konkretny termin zazwyczaj szybciej składają zamówienia.

      Powodzenia na zleceniach!

 

 

Na co zwrócić uwagę przy sesjach szkolnych? 7 wskazówek!

O co chodzi z tym Kodeksem? Wywiad z Cechmistrzem Markiem Gołąbkiem

RODO, czyli Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych, jest tematem, który mocno poruszył branżę. Pojawiały się dyskusje i próby zrozumienia o co w tym wszystkim chodzi. I przede wszystkim, jak odnosić to do branży fotograficznej, w której działamy. Pojawiło się jednak światełko w tunelu, nazywane Kodeksem Dobrych Praktyk. Czas więc porozmawiać z jednym z jego inicjatorów, Cechmistrzem Krajowego Cechu Fotografów, Markiem Gołąbkiem.

 

Marek Gołąbek to doświadczony fotograf, ale też od 10 lat Cechmistrz Krajowego Cechu Fotografów. Poza działaniem dla branży, prowadzi w Rudzie Śląskiej zakład fotograficzny, który działa nieprzerwanie od 1948 roku.

 

 

 

 

Panie Cechmistrzu, czym na co dzień zajmuje się Cech?
Krajowy Cech Fotografów tworzą głównie czynni zawodowo fotografowie, którzy na co dzień prowadzą firmy – to jest nasza codzienność. Cech jako organizacja stara się natomiast wspomagać swoich członków, poprzez różnego rodzaju działania. Od podsuwania pomysłów na pojedyncze realizacje sesji fotograficznych, wzajemnej pomocy technicznej, dzielenia się doświadczeniem, poprzez spotkania i szkolenia rozwijające warsztat, poradnictwo prawne,  aż do konsultowania, wspomagania prac legislacyjnych, czy nawet opracowywania wytycznych do ustaw i rozporządzeń.

Dlaczego to właśnie Cech zajął się Kodeksem?
Już w roku 2016 wiadomym było, że w maju 2018 przyjdzie nam wszystkim zmierzyć się z nowym europejskim rozporządzeniem dotyczącym ochrony i przepływu danych osobowych. Na początku ubiegłego roku, zaczęliśmy się zastanawiać, jak bardzo zmieni ono pracę fotografów, jak wiele zmian będzie trzeba wprowadzić w firmowych standardach. Nie zapominajmy, że branża fotograficzna ze względu na swoją specyfikę, ze szczególną troską musi dbać o dobre praktyki dotyczące ochrony wizerunku oraz ochrony danych osobowych dla dobra klientów. Impulsem do podjęcia prac nad „Kodeksem postępowania dla branży  fotograficznej”, było właśnie wejście w życie RODO i długa lista pytań dotyczących kwestii formalnych, które trafiały do nas od zdezorientowanych członków Cechu i fotografów niezrzeszonych. Podjęliśmy więc decyzję o nawiązaniu współpracy z firmą doradczą, która specjalizuje się w interpretacji przepisów RODO, ukierunkowaną na branżę fotograficzną. Wspólnie z tą firmą postanowiliśmy opracować „Kodeks postępowania dla branży fotograficznej”.

Czy wcześniej zajmowaliście się już regulacjami prawnymi dla branży? Czego dotyczyły?
Przez 30 lat działalności, Krajowy Cech Fotografów dokładał wszelkich starań o dobro swoich członków, ale również dbał o kwestie, które wpływały na całą branżę fotograficzną. Jeśli mówimy o pracach nad rozwiązaniami prawnymi dotyczącymi fotografii, należy zauważyć, że jesteśmy organizacją doradczą i konsultacyjną nie tylko na szczeblu lokalnym, ale także ogólnopolskim, ministerialnym. Służmy wsparciem merytorycznym przy projektowaniu  przepisów, związanych z określaniem standardów technicznych obowiązujących np. w czasie  wykonywania zdjęć do dokumentów. W roku 2012 we współpracy z MSWIA została opracowana i wdrożona instrukcja dotycząca wykonywania zdjęć biometrycznych do dokumentów. Takie działania podejmujemy zawsze, gdy mamy do czynienia ze zmianami rozporządzeń i ustaw, dotyczących wymogów formalnych związanych ze zdjęciami do dokumentów. Służmy radą i aktywnie uczestniczymy w konsultacjach. Działania te mają istotny wpływ na pracę fotografów zajmujących się wykonywaniem zdjęć do dokumentów. Bardzo ważnym działaniem, które w sposób znaczny wpływa na pracę zakładów fotograficznych, ale także dba o jakość usług, a co za tym idzie o dobro klienta, jest monitorowanie i interwencja w kwestii wprowadzania kabin fotograficznych do urzędów. Pierwsze działania w tym zakresie podejmowaliśmy już w roku 2005 i właściwie do dnia dzisiejszego staramy się, aby nie dopuścić do sytuacji, która zakłada, że maszyny zastąpią człowieka, eliminując przy tym wiele małych zakładów fotograficznych. Jesteśmy w stanie również udowodnić, że proponowane przez korporacje wprowadzające kabiny do urzędów, podają nierzetelne informacje, a działanie tych urządzeń nie spełnia wymagań formalnych.

Wróćmy do Kodeksu. Czym on dokładnie jest? I dlaczego jego powstanie jest tak istotne?
„Kodeks postępowania dla branży fotograficznej” jest zbiorem zasad, wypracowanych na
podstawie RODO. Jest w pewnym sensie interpretacją przepisów, przygotowaną dla
fotografów, tak, aby ich firmy spełniały standardy wynikające z rozporządzenia, a klienci mieli pełną świadomość, że ich dane osobowe są bezpieczne, a oni sami mają swoje prawa wynikające z rozporządzenia. Kodeks zawiera opis dobrych praktyk, które po wdrożeniu będą zapewniały prawidłowe schematy pracy na wielu płaszczyznach. W opracowaniu znajdziemy także omówienie praktyk niedozwolonych, wykaz dokumentów niezbędnych do wdrożenia systemu, opis procedury przeglądu i aktualizacji dokumentacji oraz wzory rejestrów. To tylko niektóre zagadnienia opisane w Kodeksie. Zastosowanie się do zapisów tego dokumentu daje firmie pewną gwarancję i poczucie pewności, że wykonywana przez nas praca nie napotka na niespodziewane sytuacje, prowadzące do niecelowego łamania prawa. Kodeks jest dla nas swego rodzaju zabezpieczeniem

Na co szczególnie powinni zwrócić uwagę fotografowie?
RODO jest dokumentem, którego zapisy wciąż poddawane są różnej interpretacji, brak jest tam bezpośrednich odniesień branżowych, dlatego też stworzenie Kodeksu, a potem
zatwierdzenie go w UODO zawęża pole interpretacji, co z pewnością będzie pomocne w
stosowaniu dobrych praktyk zgodnie z Kodeksem. Zachęcamy naszych członków, a także
pozostałych fotografów, niezrzeszonych, do wdrażania sprawdzonych zasad postępowania.
Przyniesie to korzyści zarówno dla firmy jak i dla klientów. Trudno powiedzieć, na co należy zwracać szczególną uwagę. RODO to dość rozbudowany zestaw przepisów, które mają  przede wszystkim chronić nas wszystkich przed niekontrolowanym przepływem danych wrażliwych, musimy mieć kontrolę nad przepływem tych danych. Dotyczy to zarówno nas – przedsiębiorców, nas obywateli, jak i naszych klientów. Można zatem powiedzieć, że podstawową zasadą, którą należy się kierować i mieć ją na uwadze jest to, że nasze dane, dane naszych klientów są niezwykle cenne i należy o nie dbać jak o szczególną wartość. Tworząc Kodeks, staraliśmy się, aby były w nim zawarte wskazówki jak postępować, aby ta wartość była zabezpieczona jak najlepiej.

Jak dobrze rozumiem, najbliższe tygodnie to czas na konsultacje. Na czym one polegają?
Zaprosiliśmy członków Krajowego Cechu Fotografów, czyli osoby kompetentne, mające do czynienia na co dzień z przepływem danych wrażliwych, zmagające się z wyzwaniami jakie stawia przed nami współczesny system prawny. Zawodowi fotografowie, to najlepsi specjaliści, którzy są w stanie uchwycić nieścisłości, braki, czy kwestie odbiegające od realiów codziennej pracy. Dlatego, to właśnie oni nadadzą ostateczny kształt „Kodeksowi  postępowania dla branży fotograficznej”. Oczekujemy konstruktywnych uwag i dyskusji,  która doprowadzi do powstania opracowania, służącemu całej branży.

 

 

Kończąc wywiad, zachęcamy do zapoznania się z Kodeksem i wzięcia udziału w konsultacjach. Cały dokument znajdziecie tu: Kodeks RODO dla Fotografów

O co chodzi z tym Kodeksem? Wywiad z Cechmistrzem Markiem Gołąbkiem

Bezpieczne zdjęcia

Gazeta Prawna w artykule z 12.03.2019r. poruszyła kwestię zabezpieczeń na stronach fotografów. Opisała tam luki, które pojawiają się w wielu strefach klientów i są mocno niepokojące. Udało nam się ułatwić Wam dotarcie do tej treści:

Gazeta prawna: Fotorelacje w sieci mogą słono kosztować fotografów.

 

No cóż, pojawiające się pytania o kwestie zabezpieczeń i ochrony wydają się naturalną konsekwencją rosnącej świadomości nie tylko o ochronie wizerunku, ale też o możliwościach technicznych. A informacje zawarte w zdjęciach mają znaczenie… Nietrudno sobie wyobrazić sytuację, gdy Panna Młoda bardzo nie chce, by jakimś cudem do zdjęć dotarła szalona była Ukochanego. Czy też kłopoty po wypłynięciu intymnych zdjęć.  Sytuacji jest wiele. Wychodząc tym potrzebom naprzeciw – Zalamo dostarcza bezpieczne galerie, a opisane w artykule przypadki nie dotyczą naszych użytkowników.


Dlaczego zdjęcia w Zalamo są bezpieczne?

  1. Chronią Twojego Klienta
    Każdy Twój klient ma swój panel w którym pokażesz mu zdjęcia… W przypadku galerii ślubnej ma wgląd w galerię zanim zobaczy ją ktoś inny. Dzięki temu to Klient decyduje, które zdjęcia ostatecznie pokaże gościom! Każdy klient ma indywidualne hasło, by dostać się do swojej sesji, czy też ślubu. A to tak właściwie… tylko początek ochrony.
  2. Chronią Ciebie, Fotografie
    Mamy na myśli cały szereg zabezpieczeń przed niechcianym pobieraniem zdjęć, certyfikaty SSL i to co chyba najważniejsze. Świadomość, że samo hasło to jednak za mało. Zdjęcia są za firewall. Zabezpieczane są nie tylko całe galerie, ale i każde pojedyncze zdjęcie.

 

Do bezpieczeństwa podchodzimy z należytą powagą. Testujemy je również za pomocą zewnętrznych firm, które przeprowadzają audyty. Poniżej certyfikat od specjalistów z SISOFT.


Zresztą… Sprawdź to sam!

 

Do tej pory z wtyczki korzystaliśmy sami testując zmiany panelu. Czas podzielić się nią z Wami. Poniższa wtyczka sprawdza jakie zdjęcia są na stronie. I jeśli tylko jakiekolwiek nie ma zabezpieczeń bezpośrednio na zdjęciu (a nie tylko ogólnej galerii) to to wykaże.
Zainstaluj ją na Chrome, wejdź na swoje galerie z hasłem i sprawdź, czy są odpowiednio zabezpieczone.

 

POBIERZ WTYCZKĘ

Bezpieczne zdjęcia

A nie da się taniej jakoś? Czyli… Co odpowiedzieć klientowi.

A nie da się taniej? No proszę… I tak te zdjęcia są już zrobione… I Święta są zaraz! I dzieci chore. I… No wiem, że umowa, ale może jednak jakiś rabacik?

No właśnie. Kto nigdy nie usłyszał niczego w ten deseń, ten może naprawdę czuć się wyjątkowo. A co odpowiadać na takie pytania? Jak reagować?

Podejścia są różne. Dla wielu osób takie negocjacje są prawdziwym wyzwaniem. I mimo tego, że nie chcą obniżać swoich cen, to czasem pojawia się brak argumentów, lub wiary w samego siebie 😉

 

Zadaliśmy więc to samo pytanie różnym fotografom. Dziecięcym, ślubnym. Osobom, które „siedzą w branży”. Tym razem to my, Zalamo, postawiliśmy się w roli klienta. I nawet dostaliśmy zgodę na opublikowanie dla Was odpowiedzi. A więc… Co usłyszy klient negocjujący? Ktoś kto podważa zasadność ceny i chce zapłacić mniej, dostać więcej?

Olivia Batorska: Ale właśnie po to mam Zalamo żeby mnie nie stawiać w takiej niezręcznej sytuacji jak teraz. Bo dzięki zalamo każdy wybiera tyle zdjęć ile chce, na ile go stać i ile mu się podoba. Poza tym to by było bardzo nie fair w stosunku do moich stałych klientów, którzy odwiedzają mnie nawet po 5- 8 razy w roku, biorą dużo zdjęć i nigdy o żadne rabaty nie proszą.

Barbara Gepert: Ceny są ostateczne, ale mogę zaoferować mini pakiet. Jest tańszy, ale też zaznaczam dużo uboższy i tylko w studio.
Inaczej w sytuacji, gdy ktoś pyta po wyborze, wtedy jeśli wybrał naprawdę dużo to dorzucam jakiś gratis.

Asia Górka: Nie mam takiego zwyczaju. Szanuję swoją pracę i swój czas. A stałych klientów wynagradzam za lojalność w inny sposób. Poza tym, gdybym teraz dała rabat, to właśnie wobec tych stałych klientów byłoby nie fair i źle bym się z tym czuła…

Magdalena Margas: Jeśli klient chce się targować jest to dla mnie sygnał, że może nie do końca rozumie moją ofertę i nie rozumie, ile tak naprawdę dostaje w cenie sesji. Nie pozycjonuję się na taniego fotografa, ale na profesjonalnego fotografa i takie relacje staram się z klientem budować.  Jestem w stanie coś zaproponować jak np podwojenie odbitek papierowych z sesji ( jest to dla mnie znikomy koszt ), lub max 2 ujęcia więcej w ramach sesji. Nie zmieniam nigdy ceny sesji, ale potrafię negocjować co ta cena ma zawierać. Zawsze podkreślam swoje mocne strony, które wiem że różnią mnie od konkurencji. Ale nigdy moją mocną stroną nie była i nie będzie tania wycena mojej pracy.

Ania Grochal: Czy cena podlega negocjacji? Oczywiście! To ja w takim razie chcę 1500 za tą sesję. W końcu negocjować mogą dwie strony, prawda?
Zdarzyło się też, że klient już po sesji dzwonił do mnie, że zdjęcia super i oni by dobrali więcej, ale cena ich blokuje… To usłyszał: Panie, ja nissanowi tez tak mówiłam w salonie, ale nie podziałało… dalej jeżdżę fordem!

Czarek Rajkowski: Czarek w sumie nic nie odpowiada. Próby negocjacji ceny wywołują nagły atak śmiechu. A gdy donośne „Buahahahaha” ustaje to klient cóż… Zdecydowanie nie wraca do tematu wiedząc już, że podana cena to cena ostateczna.

 

A co odpowiadają inni?
Grzegorz Malinowski: Zależy od klienta, bo jeżeli jest to komercja to klient ma pewien budżet i gdy wyceniam zlecenie, to na początku pytam w jakim budżecie się poruszamy. To ułatwia sprawę. Jasne, że czasem wycenia się sesję, a klient odpisuje, że „musimy zejść z ceny, bo jakoś trzeba się dopasować”. To normalne w działce komercyjnej, ale jeżeli propozycja klienta schodzi poniżej naszych oczekiwań to po prostu się odmawia.
Zupełnie inaczej jest z klientem indywidualnym. Tutaj nie ma negocjacji. Jeżeli chodzi o sesje, czy też repo ślubne, sesje indywidualne, rodzinne itp to sprawa jest prosta. Odpowiadamy że nikomu nie udzielamy rabatów i ucina się temat. Bez dodatkowego komentarza.
Tak samo, gdy klient siedzi  już w studio, rozmawiamy np o pakiecie ślubnym i pyta czy może liczyć na rabat, to pojawia się krótka odpowiedz: nie, oferta jest tak skalkulowana że nie ma możliwości udzielenia rabatu.  Ale… Trzeba wiedzieć skąd się te ceny nasze wzięły i samemu być ich pewnym.

A na koniec parę słów od kolejnego fotografa. O pewności swoich cen właśnie 🙂

Tomasz Tołłoczko: Ustalenie ceny za swoje usługi to jedno z najtrudniejszych zadań z jakimi przyszło mi się spotkać w branży fotograficznej. Początkowo jest tak, że każdy sprzęt który ma pomóc w byciu bardziej profesjonalnym wydaje się niedostępny ze względu na swoją cenę, a jednocześnie (przynajmniej dla mnie tak było) jakość usług, którą proponowałem była tak niska, że ciężko było brać za to konkretne pieniądze. W moim przypadku było tak, że kiedy zaczynałem pracować jako fotograf, byłem już ojcem 2 dzieci, a wkrótce miałem mieć ich 3, więc za każde zlecenie musiałem brać cokolwiek żeby w ostatecznym rozrachunku moje wyjście z domu, opłacało się w jakikolwiek sposób. Z czasem zleceń było coraz więcej i to właśnie czas stał się wyznacznikiem tego, ile warta jest moja praca. W sytuacji w której wychodziłem z domu, a potem wracałem tylko po to, żeby kolejne godziny siedzieć przy komputerze i kompletnie nie mieć kontaktu z rodziną, to właśnie czas stał się wyznacznikiem tego, ile moja usługa powinna kosztować. Jeśli za swoją pracę nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, żeby utrzymać rodzinę to albo muszę myśleć o innej pracy albo naturalną sprawą, jest to żeby ceny podnosić do swojego statusu.
Kolejnym aspektem jest sprzęt. Jeżeli chcę wykonywać swoje usługi profesjonalnie, i nazywać się fotografem profesjonalnym, oznacza to że muszę korzystać z takiego sprzętu, który na to mi pozwoli i nie będzie mnie ograniczał w żadnym stopniu. Zatem jeżeli mam problem z matematyką i nie potrafię wyliczyć ile potrzebuję zarobić, żeby na taki sprzęt było mnie stać, a tak było w moim przypadku, to muszę wziąć kredyt.  Rata za całość będzie wtedy moim wyznacznikiem tego, ile muszę zarabiać żeby co miesiąc było mnie stać na spłatę. Jeżeli fotografia jest moim jedynym źródłem utrzymania, a w dzisiejszych czasach jest to jedyny wyznacznik tego czy ktoś jest fotografem zawodowym czy hobbystą, to muszę zarabiać tyle, żeby nie tylko było mnie stać na przeżycie, ale również zapewnienie owej klasy sprzętu i oprogramowania.

Zalamo: Czyli… Jest konkretne wyliczenie za ile się opłaca Tobie i potem negocjacji cenowych z klientem indywidualnym nie ma?

Tomek: Dokładnie tak. To znaczy założyłem że należy wyliczyć konkretną sumę za konkretny czas i tego się trzymać. Negocjacje mają miejsce jedynie w momencie kiedy obie strony są beneficjentem takowych. Oczywiście to zawsze było najtrudniejsze w sytuacji bez zleceń, bo wtedy zawsze istnieje obawa że nie zarobię nic, ale trzeba mieć w tyle głowy że nawet brak zarobku oznacza zarobek czasu, który można dobrze wykorzystać 🙂

 

 

A nie da się taniej jakoś? Czyli… Co odpowiedzieć klientowi.

O LR i wydajności słów kilka. Kamil Głowacki.

      Zawód fotograf to z jednej strony moja pasja i sposób na życie, z drugiej sposób na biznes. Moja przygoda z fotografią, zapewne podobnie jak u Ciebie, zaczęła się od hobby i powoli przekształciła w firmę, choć stale mam nadzieję, że nie zgubiłem tego co zawsze napędzało mnie do fotografowania, czyli ciekawości świata. To właśnie ona wraz z chęcią rozwoju, pchnęła mnie w objęcia Adobe Lightroom a potem Zalamo, co znacznie zwiększyło efektywność i wydajność naszej pracy. Być może wybór tych dwóch narzędzi podskórnie jest również wyrazem tęsknoty do czasów, kiedy zaczynałem fotografować śluby. Wtedy ich obróbka trwała 3 godziny, gdyż sprowadzała się do odwiedzin w labie, selekcji na miejscu z kilku negatywów i sprawdzeniu czy laborant wprowadził oczekiwane korekty.

ukryte_w_kadrze_001
fot. Kamil Głowacki

     Od tego czasu zmieniła się technologia i wymagania klientów, zatem musiał się także zmienić sposób pracy. Początki mojej obróbki fotografii cyfrowej to Adobe Photoshop i ciągłe poszukiwania jak przyśpieszyć pracę: budowanie akcji, skryptów itp. Wraz z decyzją o zmianie i rozpoczęciu korzystania z LR, a tym samym zmiany workflow, kolejne sezony zaczęły przynosić oszczędność czasu potrzebnego na pracę przed komputerem, przy jednoczesnym zachowaniu jakości obróbki. Jednak nasze podejście do klienta nie zmieniło się. Nadal, podobnie jak to miało miejsce przy pracy z analogiem, to My decydowaliśmy jakie zdjęcie otrzyma klient i jak będzie wyglądał jego album. Takie rozwiązanie pozwalało zachować większą efektywność w działaniu i było podyktowane między innymi brakiem narzędzia, które pozwalałoby zoptymalizować kontakt z klientem.
Wtedy na horyzoncie pojawiło się Zalamo. Oczywiście pierwsza reakcja „arthysty” to był lęk przed oddaniem swojego „dziecka” w łapy klienta – „Nie, to jest moja wizja i moje zdjęcia. Przecież Para Młoda nie wie co im się podoba 🙂”. No może troszkę przesadziłem, ale mniej więcej takie myśli kłębiły mi się pod moją jakże bujną onegdaj czupryną :). Dwa lata trwało, aż dojrzałem do decyzji by dać Zalamo szanse i wyskoczyć ze swojej strefy komfortu ku obietnicy większych zarobków i jeszcze bardziej zadowolonego klienta :).

fot. Karolina Głowaka
fot. Karolina Głowacka

     Droga zmiany workflow i dostosowania swojego myślenia oraz konkretnych procesów w LR trwała dobry sezon. Był to jednocześnie sezon pełen ekscytacji związany z poszukiwaniem nowych rozwiązań, dogadywaniem z zespołem Zalamo drobnych poprawek. Po kilku sezonach z Elą i Andrzejem kontakt z naszym  klientem ślubnym jest mega sprawny jeśli chodzi o wybory zdjęć, a do tego udało się dopracować proces tak, aby część zdjęć była wybierana przez nas. Innymi słowy nic nie straciliśmy, a tylko zyskaliśmy – a konkretnie około 7 tysięcy złotych za dodatkowe zdjęcia w ostatnim sezonie. Do tego: czas ich obróbki absolutnie nie uległ wydłużeniu i nadal rzeczy z pakietu standardowego zajmują nam około 7h, a obróbka pakietów dokumentacyjnych, czyli około 500 zdjęć to 2 godziny pracy.  Nic dodać nic ująć :). Ale jak to wszystko jest możliwe?

ukryte_w_kadrze_003
fot. Kamil Głowacki

     Podstawą sukcesu jest dobry DAM – Digital Asset Management (System zarządzania danymi cyfrowymi), czyli jeden z podstawowych elementów szybkiej i bezpiecznej pracy nad zdjęciami. W zasadzie zaczyna się już podczas zgrywania zdjęć w odpowiednie miejsce na dysku, do folderu z odpowiednią nazwą i do właściwego katalogu LR. Następnie istotne są sposoby selekcji, oznaczenia (zawsze takie same), kolejno praca z collection, smart collections, przypisywaniem słów kluczowych, wyszukiwaniem tekstu i wiele innych. A to wszystko z automatyczną archiwizacją i zamysłem, gdzie nic nie jest przypadkowe. Niestety nie mam w tym artykule jak opisać Wam całego workflow po kolei, ale chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów, które ważne są dla jednoczesnej pracy w LR i Zalamo. Tych kilka prostych rzeczy ułatwi Wam znacząco życie.  Przyjrzyjmy się im bliżej.

ukryte_w_kadrze_004
fot. Kamil Głowacki

    Załóżmy na chwilę roboczo, że mamy kolekcję poukładanych zdjęć, które chcemy przekazać klientowi do wyboru. U nas pierwsze ok 100 to nasze portfolio, które z góry zaznaczamy w Zalamo jako wybrane. Klient o tym wie i wie również, że zdjęcia wybiera z pozostałej liczby udostępnionych plików. Dlatego u nas w katalogu LR, w collection set przypisanej do danego ślubu (lub innej sesji) znajdziecie kolekcję o nazwie „ZALAMO” ze wszystkimi plikami jakie klient otrzymuje w selekcji Zalamo. Ważne jest jednak to jak nazwiemy pliki w tym katalogu. Wszyscy przecież chcemy, żeby nasza późniejsza praca z plikami była łatwa i szybka.

  • Po pierwsze, nie powinno się używać polskich znaków w nazwach plików, gdyż może to spowodować niemożność przeszukania naszej bazy zdjęć przez niektóre programy.
  • Po drugie, nie powinniśmy używać spacji w nazwie to również może powodować kłopoty z użytkowaniem plików.
  • Po trzecie, nazwy powinny przyrastać w sposób umożliwiający ich ułożenie przez program według nazwy z zachowaniem oczekiwanej przez nas kolejności. Czyli jeśli numerujemy pliki na przykład 4 cyframi to robimy to zgodnie ze wzorcem 0001, 0002, …, 0122, …., 2350. Popularnym błędem jest nazywanie plików w poniższy sposób 1, 2, 3, …, 11, 12, … 110, …. 1110 w takiej sytuacji pliki zaczynające się od jedynki zostaną ułożone obok siebie.

     Trzymając się tych zasad otrzymujemy prosty i klarowny system nazewnictwa plików, co pozwala z łatwością filtrować nasz materiał celem wyświetlenia zdjęć wybranych przez klienta w Zalamo w naszym katalogu Lightrooma. Dla przypomnienia: robimy to klikając w interesującej nas selekcji Zalamo „eksport/eksport do LR” co spowoduje wyświetlenie się nazw plików w formie tekstowej. Należy je skopiować, a następnie aby wyświetlić wybrane zdjęcia w LR, używamy filtrowania plików po nazwie dla interesującego nas folderu, ustawiając w opcjach „filname-contains”. Jeśli nasze pliki mają indywidualne  nazwy tak jak zostało to opisane wyżej, natychmiast otrzymujemy wynik w postaci wybranych przez klienta zdjęć. Jest to rozwiązanie najprostsze.

ukryte_w_kadrze_005
fot. Kamil Głowacki

      Oczywiście nasze workflow zakłada jeszcze właściwe poukładanie zdjęć w folderach o określnych, indywidualnych nazwach, odpowiednią strukturę folderów zdjęć po selekcji i kolejność zdjęć z uwzględnieniem tych, które będą używane w portfolio i dokładnie opisane słowami kluczowymi. To znacznie ułatwia pracę i niezmiernie ją porządkuje – dokładnie wiemy co gdzie jest i gdzie znaleźć dane zdjęcie, w którym katalogu, na którym dysku, w jakim folderze i podfolderze. Bardzo dobrze też wiemy, gdzie znajdują się jego kopie zapasowe :). Niemniej dla samej pracy z Zalamo warto pamiętać o tych kliku prostych zasadach, żeby potem nie musieć „z palca” szukać zdjęć wybranych przez klienta.

      Najczęściej spotykanym błędem jest chyba pozostawianie nazw plików jakie generuje aparat. Oznacza to, iż pracując tylko na jednym body i wykonując 3500 tysiąca zdjęć na zleceniu już po trzecim ślubie uzyskujemy pliki o tej samej nazwie co zdjęcia z pierwszego zlecenia. Dzieje się tak dlatego, że numeracja zdjęć w aparacie najczęściej resetuje się po liczbie 9999 i zaczyna „liczyć” od nowa. Jeśli pracujemy na dwa body i nie spersonalizowaliśmy swoich puszek pod kątem nadawania indywidualnej nazwy może się zdarzyć, że bardzo szybko pojawiają się 4 pliki o tej samej nazwie. Jeszcze trudniejszą sytuacją jest, kiedy aparaty resetują się w nieco innym czasie i tak w trakcie jednego ślubu otrzymujecie zdjęcia z przygotowań i oczepin o tej samej nazwie w ramach jednego zlecenie.  A zatem do boju!

ukryte_w_kadrze_006
fot.  Karolina Głowacka

Jakie są zatem możliwe scenariusze pomyłek w systemie, gdzie używamy LR i  Zalamo?

Scenariusz 1
Sytuacja: fotograf korzysta z nazw plików przydzielonych przez aparat, w ramach jednego zlecenia nazwy się nie powielają, ale w ramach wszystkich zleceń znajdujących się w katalogu LR występuje sytuacja dublowania nazw.

     Wykorzystując wówczas jedynie kryterium nazwy pliku otrzymamy wynik pokazujący wszystkie zdjęcia z katalogu LR o wyszukiwanej nazwie. Rozwiązaniem tego problemu może być zawężenie przeszukiwania zdjęć do tych znajdujących się w folderze ze zleceniem (pamiętajmy o rozróżnieniu katalogu i folderu, które dla LR jest istotne). Możemy to wykonać na dwa sposoby:

a) Używając „smart collections”. Aby je wykorzystać do tego działania najpierw w menu tworzenia smart collection określamy kryteria filtrowania wskazując folder, który będzie filtrowany oraz w kolejnym punkcie podając nazwy zdjęć skopiowane z panelu klienta. Jako wynik otrzymujemy gotową kolekcję zdjęć wybranych przez klienta. Swoją drogą, pamiętajcie też, że smart collection możemy używać jako zaawansowany filtr, który odpowiednio napisany będzie mógł na przykład śledzić postępy w naszej obróbce, jak również będzie wskazywał ile pracy jeszcze przed nami i czy może warto wyłączyć FB 🙂

b) Podświetlając odpowiedni folder i przeszukując zdjęcia. W tym rozwiązaniu zaczynamy od ręcznego wybrania folderu, który zawiera zdjęcia z konkretnego zlecenia, następnie używając filtra text z górnego paska, filtrujemy nasze zdjęcie. Otrzymany wynik musimy zapisać w postaci zwykłej kolekcji aby nie musieć powtarzać czynności filtrowania za każdym razem, kiedy będziemy potrzebowali dostępu do tych konkretnych zdjęć. Jeśli nie otrzymacie żadnego wyniku sprawdźcie czy w ustawieniach preferencji filtra nie jest zaznaczona opcja „contains all” oznacza to wówczas, że LR będzie starał się odnaleźć plik, który w swojej nazwie zawiera wszystkie skopiowane z Zalamo nazwy. Prawidłowym ustawieniem jest tu ustawienie „contains”.


Scenariusz 2 

Sytuacja: fotograf korzysta z nazw plików przydzielonych przez aparat,w ramach jednego zlecenia nazwy się powielają. 

      W takiej sytuacji po zastosowaniu jednego z  rozwiązań ze scenariusza 1 otrzymamy wynik zawierający wszystkie pliki o danej, powielonej nazwie.
Niestety rozwiązaniem  jest jedynie „ręczne” sprawdzenie, które zdjęcia klient realnie wybrał w swojej galerii.

Scenariusz 3 
Sytuacja: fotograf korzysta z nazw plików przydzielonych przez aparat, w ramach swojego workflow fotograf zmienia nazwy plików na sekwencyjne według modelu 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, …, 11, 12, 13, … 111, 112. Dla każdego zlecenia. 

      Przy takim postępowaniu jeśli będziemy chcieli skorzystać z możliwości filtrowania zdjęć po nazwach wyeksportowanych z panelu Zalamo przy użyciu smart collection czy zwykłego filtrowania, otrzymamy wynik w postaci wszystkich zdjęć, które w swojej nazwie zawierają na przykład 1. Co oznacza, iż szukając zdjęcia o numerze 1 otrzymamy także jako wynik zdjęcia o numerach, 11, 12, 13, …, 21, 111, 112 itp.
Rozwiązanie to nigdy nie używać takiego wzoru nazw plików. Jest on zupełnie nie przydatny jeśli weźmiemy pod uwagę zarządzanie naszymi danymi :). Jeśli właśnie zaczynacie i tak macie nazwane zdjęcia które chcecie wysłać w selekcji do klienta aby dokonał wyboru to zmieńcie to natychmiast. Inaczej czeka Was ręczne zaznaczanie wybranych zdjęć w LR.

ukryte_w_kadrze_007
fot. Kamil Głowacki

      Opisane przeze mnie sytuacje to dość częste przypadki błędów w workflow i braku spersonalizowanego pod siebie systemu zarządzania danymi (DAM). Jeśli pracujecie dla wielu klientów i wykonujecie w ciągu roku dziesiątki tysięcy zdjęć, to z pewnością potrzebujecie dobrego sytemu do zorganizowania Waszej pracy. Dla nas takim system od lat jest Adobe Lightroom, który łączy w sobie możliwości obróbki zdjęć z bazą danych służącą do ich katalogowania, oraz Zalamo, które pozwala nam w szybki i przyjemny sposób przesłać zdjęcia do naszych klientów, a następnie łatwo je zidentyfikować aby przystąpić do dalszej obróbki. Że o dodatkowych zarobkach i oszczędności czasu nie wspomnę  :).

 

 

ukryte-w-kadrze-Kamil

Autor: Kamil Głowacki www.lightroom.ukrytewkadrze.pl

Od lat prowadzi szkolenia z Lightroom.
Fotografuje.
Eksperymentuje jak rozwijać się w branży jaką jest Fotografia.

O LR i wydajności słów kilka. Kamil Głowacki.

Fotografia. Artyzm, czy biznes? Wywiad z Karoliną Magnowską

Karolina Magnowska to jedna z osób, które co tu dużo mówić… Budzą spore zainteresowanie w świecie fotografów. Zwłaszcza w fotografii dziecięcej. Nieoficjalnie koszalinianka jest przez niektórych nazywana „Królową minisesji”. Czas więc na prawdziwie królewski i wyjątkowy wywiad!

Na zdjęciu: Karolina Magnowska

W branży foto siedzisz od wielu lat. W sumie… Jak to się stało, że właśnie fotografia?
– To wszystko przez tych facetów. To był trudny okres w moim życiu. Zostałam na lodzie z 2 małych dzieci, a mój majątek został nieuczciwie przejęty. Został mi tylko aparat w ręku. Na rozprawie rozwodowej usłyszałam: „Proszę sobie wyobrazić, że ona chce zostać fotografem i zarobić tak na dzieci. Przecież to absurd.” No to się zaparłam i ze wspólnikiem otworzyłam zakład foto, który funkcjonuje już 17 lat. W 2009 roku kiedy nasze drogi się rozchodziły usłyszałam od niego: „I ty chcesz na zdjęciach dzieci zarobić?? Z tego nie da się wyżyć.” A ja byłam pewna, że fotografia rodzinna to przyszłość. I się nie myliłam. Także, gdyby nie ci faceci… A tak na poważnie to zdjęcia klasowe, z wycieczek, z balików sprzedawałam już w 6 klasie szkoły podstawowej. Siedziałam z tatą w kibelku i robiliśmy po 10-20-30 odbitek każdego ujęcia. To były czasy. Zawsze sobie zarobiłam trochę grosza na znaczki, które wtedy namiętnie kolekcjonowałam.

Pierwszy kontakt z Zalamo też przez faceta, prawda? Jak zaczęła się Twoja przygoda z Zalamo?
– A już dokładnie nie pamiętam, ale na pewno byłam pyskata na jakiejś grupie foto i Andrzej mnie zaczepił na priv. Zalamo było w fazie budowy i chciał skonsultować pewne pomysły. W sumie do tej pory czasem sobie gadamy o przyszłości programu. Gadamy jak mam czas, czyli rzadko.

A co dla Ciebie jest najważniejsze w Zalamo? 

– Zalamo ułatwia mi pracę, organizuje ją, dzieli na etapy. Dzięki niemu szybciej obsługuję klientów, mam ich całą historię, dane kontaktowe. Łatwo mi przekazywać ujęcia, wysyłać szybkie notki, dodawać znak wodny. Myślę, że Zalamo skraca minimum dwukrotnie pracę związaną z obsługą klienta. Ostatnio dowiedziałam się, że klienci sobie wchodzą na stronę i oglądają swoje zdjęcia sprzed 3 lat. Jak się zmieniali, jakie sesje były. To takie miłe, że Zalamo jest dla nich jak album. Niby tylko program, a pozwala cofnąć się w czasie.


Masz… dość ciekawą renomę osoby, która prosto z mostu mówi co sądzi o rynku i branży. A zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do zarabiania na fotografii. To jak to jest? Gdzie w tym biznesie jest miejsce na artyzm?

– Ten temat wałkuję z wieloma osobami od lat. Czasem mi żyłka pęka i dyskusja wymyka się spod kontroli. Na wielu grupach foto „siedzą” fotografowie, którzy w większości przypadków robią to zarobkowo. Nie dlatego, że mają taką potrzebę czynienia dobra na ziemi tylko dlatego, że za robienie zdjęć chcą brać kasę od klientów i biorą. Jeżeli fotograf bierze kasę za zdjęcia staje się przedsiębiorcą, a przestaje być hobbystą. I tu pojawia się problem, bo wiele osób nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu przedsiębiorstwa. W wielu przypadkach sprowadza się to do zrobienia nielegalnego konkursu na FB, wrzuceniu posta z ofertą i masowego atakowania fanów setkami zdjęć każdego dnia, najczęściej takich samych przez miesiąc.
A gdzie artyzm? Jako przedsiębiorca badam popyt, planuję działania, sprawdzam konkurencyjność mojej oferty. Nie wystawiam swoich zdjęć w galerii sztuki, dlatego nie rozpatruję konkretnego ujęcia jako dzieła artystycznego. Poza tym, nie znam ARTYZMU, który sprzedaje się na poziomie 20-30-50 zł za sztukę. Można to nazwać rękodziełem, ale nie ARTYZMEM. Inna sprawa jest taka, że w Polsce mamy tylko kilku artystów z prawdziwego zdarzenia. Reszta fotografów to osoby z większym lub mniejszym zmysłem artystycznym, którzy mniej lub bardziej udolnie kopiują, miksują, inspirują się dziełami innych fotografów. Najczęściej „kopiują Pinteresta”. Ten facet to ma łeb! Z drugiej strony bardzo trudno być wyjątkowym, skoro liczba dostawców akcesoriów w Polsce jest ograniczona. Aliexpres został opanowany przez wszystkich, łącznie z klientami, a dostawa z zagranicy na razie zbyt droga.
Dlatego utarło się, że ten kto robi minimalizm, jest bardziej PRO i ART, a ten co robi na bogato to bardziej takie Disco Polo. Tylko, że ten rodzaj zdjęć naprawdę się dobrze sprzedaje i ma wielu odbiorców. I to chyba najbardziej boli tych, którzy mimo wszystko chcieliby sprzedać swoją wizję większej liczbie ludzi, ale się nie da.
Żeby to zobrazować: w naszym mieście jest filharmonia. Wszystkie bilety, nawet drogie, zawsze wykupione. W filharmonii pracują artyści, którzy wiele lat uczyli się w ważnych szkołach, dzień w dzień szkolili swój warsztat, czynią cuda, a ludzie w pięknych drogich sukniach i smokingach słuchają ich z otwartymi buziami. Niestety pracownicy ci niedawno prowadzili strajk w sprawie podwyżek.
Mamy też giełdę, na której ludzie: rolnicy, bezrobotni, panie domu, dzieci sprzedają towary wystawiając je na leżakach, w namiotach, na masce aut. Uwierz mi, nigdy nie widziałam aby ci ludzie strajkowali. Ba! Oni się nawet wystawiają jak jest deszcz. Obsługują wszystkich, którzy przyjdą. I tych biednych i bogatych. Ważne, że po całym dniu mają kasę w kieszeni.
Problem wielu fotografów w Polsce polega na tym, że „filharmonia” chce zachować swoje standardy, ale chce zarabiać jak „giełda”. No i naprawdę bardzo rzadko to się udaje. Musi być spełnionych wiele warunków, które nie zawsze zależą od fotografa.

To skoro już przy biznesie jesteśmy. Teraz zaczynamy największy sezon na minisesje… Lubisz tę formę? 
– Lubię. Cały swój biznes oparłam na mini sesjach. Od dwóch lat obserwuję zmiany na rynku. Jest coraz trudniej. Na forach głośno o tym mówiłam, ale nie zatrzymałam lawiny nowych fotografów. Musiałam skapitulować i zająć się swoim biznesem, a nie branżą. Od roku zmieniłam strategię działania. To odpowiedź na to co dzieję się na moim rynku. Pomimo tego, że byłam szykanowana publicznie, moje przedsiębiorstwo do października osiągnęło 85% wzrostu przychodu w stosunku do poprzedniego roku. Mamy sezon. Myślę, że zrobię najwięcej sesji świątecznych w Polsce. Ta forma jest wygodna i dla mnie, i dla moich klientów. Pomimo złej sławy, mini sesje pozwalają na rozwój. Wymuszają ciągłe zmiany, a co za tym idzie zmuszają do myślenia i pobudzają wyobraźnię. Klienci bardzo je lubią, bo mają coraz mniej czasu dla siebie. Dzieci są „bardziej wymagające i niecierpliwe” dlatego szybkie zdjęcia u mnie naprawdę się sprawdzają. Kto chce mieć spokój i czas wyłącznie dla siebie bez problemu może w ciągu roku wykupić pełne sesje. Po prostu znalazłam sposób na różnych klientów i to mi daje poczucie bezpieczeństwa w tym biznesie.

Ok, to tak wprost, ile w tym roku? Minisesji świątecznych?
-Chyba teraz będzie koło 270 zapisów, ale liczba końcowa będzie zapewne inna. Część osób odpadnie, część zachoruje, inni się jeszcze dopiszą. Pod koniec grudnia będę wiedziała ile w końcu sesji zrobiłam.

Biznes biznesem… Ale kasa ma nam pozwalać spełniać marzenia. Jakie jest Twoje? Takie wiesz… największe?
– Za 11 lat mój najmłodszy syn wyjdzie z domu. Planujemy wyprowadzić się z miasta w takie miejsce, skąd będę widziała zachody słońca i będę mogła je fotografować jak kiedyś. Zabierzemy ze sobą rodziców i zbudujemy dla nich oddzielny mały domek, gdzie będę mogła się nimi opiekować na starość. Nasz dom wcale nie ma być duży, ale musi stać na dużej działce, aby nasze wnuki miały gdzie się bawić.
No wiesz.. taki domek z gankiem, domkiem na drzewie, huśtawkami, zaczarowanym ogrodem i całą rodziną razem.

Przyznaję, że obserwując Twoje wypowiedzi na grupach, spodziewałam się raczej w pierwszej kolejności szalonych eskapad na równik! Czegoś maksymalnie energetycznego, bo uchodzisz za „ludzia z ADHD”
-Takie eskapady to nie są marzenia! Takie rzeczy się po prostu realizuje na bieżąco, a nie marzy o nich. Dom… to coś większego, nie tylko zwykła „rzecz”. Na niego się czeka.. obmyśla wygląd.. dopracowuje każdy element wnętrza i otoczenia. Marzenie to coś czego nie można kupić za 2-3 miesiące pracy.

Karolina, Twoja praca to nie tylko bieganie z aparatem, prawda? Zajmujesz się również…
– Obecnie niczym innym. Mam zakład foto, a w nim zmiany kadrowe, nowe duże studio, sprzedaję tła fotograficzne Pastelowe Marzenia, które są chyba najbardziej cenionymi tłami w Polsce, prowadzę warsztaty foto i mam 3 dzieci z wiecznymi problemami. Taki istny ARMAGEDON. Jeżeli ktokolwiek miałby czas na robienie czegoś innego to ja chcę go poznać. Jestem w takim punkcie rozwoju swoich przedsiębiorstw, że nie mam czasu na nic innego poza leżeniem i oglądaniem filmów. Cała sytuacja była przez rok planowana, liczyłam się z takim stanem rzeczy. Wszystko idzie płynnie, dlatego brak czasu nie stanowi problemu, bo to wyłącznie kolejny etap zmian. Od stycznia wracam do systemu sprzed 2 lat. 3 tygodnie pracy, tydzień odpoczynku. Wtedy będę miała czas na moje Diablo, na wypady za miasto, może ciasto upiekę.. Zresztą.. o co Ty się pytasz pracoholika. Za dużo wolnego czasu to nowe pomysły.. może nowa firma.. Ważne aby zdrowie było.. zwłaszcza dzieci.. reszta zawsze jakoś się poukłada.

Fotografia. Artyzm, czy biznes? Wywiad z Karoliną Magnowską

Sesje publiczne: zmiany :)

Wrzesień czas start… A jak wrzesień, to szkoły i sesje dzieciaków!

O szczegółach i możliwościach sesji publicznych możecie poczytać tu: Sesje publiczne

Trochę się jednak pozmieniało w Waszym panelu jeśli chodzi o odbitki.

1. Od teraz możecie uwzględnić koszt obróbki przy odbitkach. Pierwsza zamówiona odbitka może mieć cenę podniesioną o wartość licencji.

2. Pojawił się przycisk, który pozwala wysłać do klienta info o tym, że zdjęcia są gotowe do odbioru. Teraz również te zdjęcia, które wysyłaliście z Zalamo do labu.

Sesje szkolne, pasowania czas start!

Sesje publiczne: zmiany :)