Fotografia. Artyzm, czy biznes? Wywiad z Karoliną Magnowską

Karolina Magnowska to jedna z osób, które co tu dużo mówić… Budzą spore zainteresowanie w świecie fotografów. Zwłaszcza w fotografii dziecięcej. Nieoficjalnie koszalinianka jest przez niektórych nazywana „Królową minisesji”. Czas więc na prawdziwie królewski i wyjątkowy wywiad!

Na zdjęciu: Karolina Magnowska

W branży foto siedzisz od wielu lat. W sumie… Jak to się stało, że właśnie fotografia?
– To wszystko przez tych facetów. To był trudny okres w moim życiu. Zostałam na lodzie z 2 małych dzieci, a mój majątek został nieuczciwie przejęty. Został mi tylko aparat w ręku. Na rozprawie rozwodowej usłyszałam: „Proszę sobie wyobrazić, że ona chce zostać fotografem i zarobić tak na dzieci. Przecież to absurd.” No to się zaparłam i ze wspólnikiem otworzyłam zakład foto, który funkcjonuje już 17 lat. W 2009 roku kiedy nasze drogi się rozchodziły usłyszałam od niego: „I ty chcesz na zdjęciach dzieci zarobić?? Z tego nie da się wyżyć.” A ja byłam pewna, że fotografia rodzinna to przyszłość. I się nie myliłam. Także, gdyby nie ci faceci… A tak na poważnie to zdjęcia klasowe, z wycieczek, z balików sprzedawałam już w 6 klasie szkoły podstawowej. Siedziałam z tatą w kibelku i robiliśmy po 10-20-30 odbitek każdego ujęcia. To były czasy. Zawsze sobie zarobiłam trochę grosza na znaczki, które wtedy namiętnie kolekcjonowałam.

Pierwszy kontakt z Zalamo też przez faceta, prawda? Jak zaczęła się Twoja przygoda z Zalamo?
– A już dokładnie nie pamiętam, ale na pewno byłam pyskata na jakiejś grupie foto i Andrzej mnie zaczepił na priv. Zalamo było w fazie budowy i chciał skonsultować pewne pomysły. W sumie do tej pory czasem sobie gadamy o przyszłości programu. Gadamy jak mam czas, czyli rzadko.

A co dla Ciebie jest najważniejsze w Zalamo? 

– Zalamo ułatwia mi pracę, organizuje ją, dzieli na etapy. Dzięki niemu szybciej obsługuję klientów, mam ich całą historię, dane kontaktowe. Łatwo mi przekazywać ujęcia, wysyłać szybkie notki, dodawać znak wodny. Myślę, że Zalamo skraca minimum dwukrotnie pracę związaną z obsługą klienta. Ostatnio dowiedziałam się, że klienci sobie wchodzą na stronę i oglądają swoje zdjęcia sprzed 3 lat. Jak się zmieniali, jakie sesje były. To takie miłe, że Zalamo jest dla nich jak album. Niby tylko program, a pozwala cofnąć się w czasie.


Masz… dość ciekawą renomę osoby, która prosto z mostu mówi co sądzi o rynku i branży. A zwłaszcza jeśli chodzi o podejście do zarabiania na fotografii. To jak to jest? Gdzie w tym biznesie jest miejsce na artyzm?

– Ten temat wałkuję z wieloma osobami od lat. Czasem mi żyłka pęka i dyskusja wymyka się spod kontroli. Na wielu grupach foto „siedzą” fotografowie, którzy w większości przypadków robią to zarobkowo. Nie dlatego, że mają taką potrzebę czynienia dobra na ziemi tylko dlatego, że za robienie zdjęć chcą brać kasę od klientów i biorą. Jeżeli fotograf bierze kasę za zdjęcia staje się przedsiębiorcą, a przestaje być hobbystą. I tu pojawia się problem, bo wiele osób nie ma zielonego pojęcia o prowadzeniu przedsiębiorstwa. W wielu przypadkach sprowadza się to do zrobienia nielegalnego konkursu na FB, wrzuceniu posta z ofertą i masowego atakowania fanów setkami zdjęć każdego dnia, najczęściej takich samych przez miesiąc.
A gdzie artyzm? Jako przedsiębiorca badam popyt, planuję działania, sprawdzam konkurencyjność mojej oferty. Nie wystawiam swoich zdjęć w galerii sztuki, dlatego nie rozpatruję konkretnego ujęcia jako dzieła artystycznego. Poza tym, nie znam ARTYZMU, który sprzedaje się na poziomie 20-30-50 zł za sztukę. Można to nazwać rękodziełem, ale nie ARTYZMEM. Inna sprawa jest taka, że w Polsce mamy tylko kilku artystów z prawdziwego zdarzenia. Reszta fotografów to osoby z większym lub mniejszym zmysłem artystycznym, którzy mniej lub bardziej udolnie kopiują, miksują, inspirują się dziełami innych fotografów. Najczęściej „kopiują Pinteresta”. Ten facet to ma łeb! Z drugiej strony bardzo trudno być wyjątkowym, skoro liczba dostawców akcesoriów w Polsce jest ograniczona. Aliexpres został opanowany przez wszystkich, łącznie z klientami, a dostawa z zagranicy na razie zbyt droga.
Dlatego utarło się, że ten kto robi minimalizm, jest bardziej PRO i ART, a ten co robi na bogato to bardziej takie Disco Polo. Tylko, że ten rodzaj zdjęć naprawdę się dobrze sprzedaje i ma wielu odbiorców. I to chyba najbardziej boli tych, którzy mimo wszystko chcieliby sprzedać swoją wizję większej liczbie ludzi, ale się nie da.
Żeby to zobrazować: w naszym mieście jest filharmonia. Wszystkie bilety, nawet drogie, zawsze wykupione. W filharmonii pracują artyści, którzy wiele lat uczyli się w ważnych szkołach, dzień w dzień szkolili swój warsztat, czynią cuda, a ludzie w pięknych drogich sukniach i smokingach słuchają ich z otwartymi buziami. Niestety pracownicy ci niedawno prowadzili strajk w sprawie podwyżek.
Mamy też giełdę, na której ludzie: rolnicy, bezrobotni, panie domu, dzieci sprzedają towary wystawiając je na leżakach, w namiotach, na masce aut. Uwierz mi, nigdy nie widziałam aby ci ludzie strajkowali. Ba! Oni się nawet wystawiają jak jest deszcz. Obsługują wszystkich, którzy przyjdą. I tych biednych i bogatych. Ważne, że po całym dniu mają kasę w kieszeni.
Problem wielu fotografów w Polsce polega na tym, że „filharmonia” chce zachować swoje standardy, ale chce zarabiać jak „giełda”. No i naprawdę bardzo rzadko to się udaje. Musi być spełnionych wiele warunków, które nie zawsze zależą od fotografa.

To skoro już przy biznesie jesteśmy. Teraz zaczynamy największy sezon na minisesje… Lubisz tę formę? 
– Lubię. Cały swój biznes oparłam na mini sesjach. Od dwóch lat obserwuję zmiany na rynku. Jest coraz trudniej. Na forach głośno o tym mówiłam, ale nie zatrzymałam lawiny nowych fotografów. Musiałam skapitulować i zająć się swoim biznesem, a nie branżą. Od roku zmieniłam strategię działania. To odpowiedź na to co dzieję się na moim rynku. Pomimo tego, że byłam szykanowana publicznie, moje przedsiębiorstwo do października osiągnęło 85% wzrostu przychodu w stosunku do poprzedniego roku. Mamy sezon. Myślę, że zrobię najwięcej sesji świątecznych w Polsce. Ta forma jest wygodna i dla mnie, i dla moich klientów. Pomimo złej sławy, mini sesje pozwalają na rozwój. Wymuszają ciągłe zmiany, a co za tym idzie zmuszają do myślenia i pobudzają wyobraźnię. Klienci bardzo je lubią, bo mają coraz mniej czasu dla siebie. Dzieci są „bardziej wymagające i niecierpliwe” dlatego szybkie zdjęcia u mnie naprawdę się sprawdzają. Kto chce mieć spokój i czas wyłącznie dla siebie bez problemu może w ciągu roku wykupić pełne sesje. Po prostu znalazłam sposób na różnych klientów i to mi daje poczucie bezpieczeństwa w tym biznesie.

Ok, to tak wprost, ile w tym roku? Minisesji świątecznych?
-Chyba teraz będzie koło 270 zapisów, ale liczba końcowa będzie zapewne inna. Część osób odpadnie, część zachoruje, inni się jeszcze dopiszą. Pod koniec grudnia będę wiedziała ile w końcu sesji zrobiłam.

Biznes biznesem… Ale kasa ma nam pozwalać spełniać marzenia. Jakie jest Twoje? Takie wiesz… największe?
– Za 11 lat mój najmłodszy syn wyjdzie z domu. Planujemy wyprowadzić się z miasta w takie miejsce, skąd będę widziała zachody słońca i będę mogła je fotografować jak kiedyś. Zabierzemy ze sobą rodziców i zbudujemy dla nich oddzielny mały domek, gdzie będę mogła się nimi opiekować na starość. Nasz dom wcale nie ma być duży, ale musi stać na dużej działce, aby nasze wnuki miały gdzie się bawić.
No wiesz.. taki domek z gankiem, domkiem na drzewie, huśtawkami, zaczarowanym ogrodem i całą rodziną razem.

Przyznaję, że obserwując Twoje wypowiedzi na grupach, spodziewałam się raczej w pierwszej kolejności szalonych eskapad na równik! Czegoś maksymalnie energetycznego, bo uchodzisz za „ludzia z ADHD”
-Takie eskapady to nie są marzenia! Takie rzeczy się po prostu realizuje na bieżąco, a nie marzy o nich. Dom… to coś większego, nie tylko zwykła „rzecz”. Na niego się czeka.. obmyśla wygląd.. dopracowuje każdy element wnętrza i otoczenia. Marzenie to coś czego nie można kupić za 2-3 miesiące pracy.

Karolina, Twoja praca to nie tylko bieganie z aparatem, prawda? Zajmujesz się również…
– Obecnie niczym innym. Mam zakład foto, a w nim zmiany kadrowe, nowe duże studio, sprzedaję tła fotograficzne Pastelowe Marzenia, które są chyba najbardziej cenionymi tłami w Polsce, prowadzę warsztaty foto i mam 3 dzieci z wiecznymi problemami. Taki istny ARMAGEDON. Jeżeli ktokolwiek miałby czas na robienie czegoś innego to ja chcę go poznać. Jestem w takim punkcie rozwoju swoich przedsiębiorstw, że nie mam czasu na nic innego poza leżeniem i oglądaniem filmów. Cała sytuacja była przez rok planowana, liczyłam się z takim stanem rzeczy. Wszystko idzie płynnie, dlatego brak czasu nie stanowi problemu, bo to wyłącznie kolejny etap zmian. Od stycznia wracam do systemu sprzed 2 lat. 3 tygodnie pracy, tydzień odpoczynku. Wtedy będę miała czas na moje Diablo, na wypady za miasto, może ciasto upiekę.. Zresztą.. o co Ty się pytasz pracoholika. Za dużo wolnego czasu to nowe pomysły.. może nowa firma.. Ważne aby zdrowie było.. zwłaszcza dzieci.. reszta zawsze jakoś się poukłada.

Fotografia. Artyzm, czy biznes? Wywiad z Karoliną Magnowską

Sesje publiczne: zmiany :)

Wrzesień czas start… A jak wrzesień, to szkoły i sesje dzieciaków!

O szczegółach i możliwościach sesji publicznych możecie poczytać tu: Sesje publiczne

Trochę się jednak pozmieniało w Waszym panelu jeśli chodzi o odbitki.

1. Od teraz możecie uwzględnić koszt obróbki przy odbitkach. Pierwsza zamówiona odbitka może mieć cenę podniesioną o wartość licencji.

2. Pojawił się przycisk, który pozwala wysłać do klienta info o tym, że zdjęcia są gotowe do odbioru. Teraz również te zdjęcia, które wysyłaliście z Zalamo do labu.

Sesje szkolne, pasowania czas start!

Sesje publiczne: zmiany :)

Hurtownia! Sprzedaż produktów w sesjach prywatnych.

Chcesz zarabiać na produktach ze swojego labu, ale nie masz ochoty na żmudne tworzenie opisów zachęcających klienta do zakupów?
Czas na hurtownię!

W dziale akcesoria, pojawiła się nowa zakładka Hurtownia
To gotowe produkty, z opisami, z możliwością ustawienia swojej prowizji. Wystarczy, że zaznaczysz chęć oferowania danego produktu i określisz w procentach swoją prowizję.
I… Tyle. Produkty zaczną się pokazywać Twoim klientom sesji prywatnych.

A jak to zobaczy Twój klient? Wśród pozostałych produktów dodanych przez Ciebie! Bez oznaczenia z którego to labu.
Opisy dedykowane poszczególnym typom sesji zostały przygotowane przez laboratoria. Dzięki temu, inaczej zobaczy produkt klientka sesji ciążowej, a inaczej klient sesji z okazji pierwszych urodzin. W końcu są różni! I mają różne potrzeby. Wymagają różnego sposobu zachęty do zakupu.
Te opisy to podobno najbardziej żmudna część całości… Więc macie gotowe 🙂 Nic tylko zaznaczać i korzystać.

hurtownia3

Co po zamówieniu?

Masz wszystko w podsumowaniu. Łącznie z linkiem do odpowiedniej strony w labie, gdzie możesz zlecić zamówienie.

HURTOWNIAzamówienia.gif

 

Swoją ofertę wstawiło już 3 5 labów (na etapie przygotowania kolejne!).
Najlepszefoto.pl Crystal Albums, Didshop.pl, Eagfa.pl i Albumy Barański już dodali pierwszą część produktów.  Teraz czekają na Wasze zgłoszenia, co jeszcze chcecie w panelu! Hurtownia będzie się rozwijać! 🙂

 

Kliknij w logo labu, aby dodać go jako swojego dostawcę w hurtowni!

 

 

 

Hurtownia! Sprzedaż produktów w sesjach prywatnych.

Nowe funkcje: typy sesji i daty klienta

TYPY SESJI:
W panelu ustawiania sesji prywatnej pojawiły się nowe okienka wyboru.
Teraz możesz zaznaczyć czy to sesja biznesowa, czy też prywatna (rodzinne, dziecięce, brzuszkowe – do prywatnych celów klienta, dla uwiecznienia jego życia rodzinnego). A także jaki dokładnie to typ sesji.

Po co?
Tak, wiemy, że to pytanie nr 1! I już odpowiadamy. 🙂
Dzięki tym danym w przyszłości będziemy mogli dostosować pokazywanie się sesji w zależności od jej typu. Np pokazywać serduszka sesjom rodzinnym, ale nie pokazywać ich w sesjach biznesowych. Sprawić, by sesja była jak najbardziej „ustawiona” pod konkretny typ zlecenia.

typy sesji

WAŻNE DATY:
Każdy klient ma powiązane ze sobą daty, które mogą stanowić podstawę do zaproszenia go na kolejną sesję. A w końcu wszyscy chcemy wracających klientów!
Czas więc na ułatwienie.
Klientka, która przyszła wykonać sesję ciążową, wkrótce urodzi. Możesz zapisać datę porodu. To jednocześnie (ok, w teorii, którą potem można zweryfikować) data urodzin jej dziecka! A sesje urodzinowe też robisz… Warto potem przed pierwszymi urodzinami posłać info do klienta ze swoją ofertą roczkową.
Klientka w czasie sesji, wspomnie coś o swojej rocznicy ślubu, o własnych urodzinach? To też istotne informacje. Dane, które pozwalają na wysłanie swojej oferty w odpowiednim czasie, odpowiedniej osobie.

Takie ważne punkty, daty w życiu klienta, możesz teraz zaznaczyć w szczegółach danego klienta:

 

Do tego możesz sam określić KIEDY mamy Ci o tym przypomnieć. Czy to będą 2 tygodnie przed wydarzeniem, miesiąc, dzień? To zależy od Ciebie. Przypominające się wydarzenie pojawi się na stronie głównej. I tam właśnie będzie na Ciebie czekać powiadomienie.
Dla tych, co od razu pobiegną sprawdzać:
Powiadomienia w całym Zalamo dodają się 2 razy na dobę, więc dodanie powiadomienia z przypomnieniem „na dziś” – nie poskutkuje natychmiastową info na głównej 🙂

 

 

Nowe funkcje: typy sesji i daty klienta

Progi, stopnie – różne ceny w jednej sesji prywatnej

Wśród wielu ustawień Zalamowego panelu pojawiła się możliwość ustawienia progów. A tym samym zróżnicowania cen za poszczególne ujęcia w danej sesji.
Teraz możesz zmieniać ceny w zależności od tego, ile zdjęć wybierze Twój Klient.

 

Dzięki tej opcji bez problemu możesz korzystać z sytemu rabatowego, który sam stworzysz.
Pierwsze zdjęcie ma być droższe, a kolejne taniej? Nie ma problemu.
Jak ustawiać progi:

  1. Najpierw ustaw ile zdjęć jest w pakiecie i ile wynosi cena za zdjęcia dodatkowe.
  2. Ustaw próg (liczba po której przekroczeniu kolejne zdjęcia będą liczone już po nowej cenie) oraz nową cenę
  3. Jeśli chcesz więcej progów w sesji – powtórz punkt 2. Tyle razy ile chcesz.

 

Progi, stopnie – różne ceny w jednej sesji prywatnej

Poznajmy się! Najlepszefoto.pl

Nadszedł czas na kolejny z naszych wywiadów. Tym razem: Najlepszefoto.pl i wywiad z tamtejszym Szefem Szefów, czyli Piotrem Leszczyńskim. Podkarpacie, dla niektórych pewnie uroczy koniec świata… A właśnie tam płyną zamówienia od wielu z Was. Na tym „końcu świata” (pięknym!) udało nam się przeprowadzić wywiad. Przejdźmy więc do rozmowy.
Szef Najlepsefoto.pl - Piotr Leszczyński

 

Najlepszefoto.pl teraz jest gigantem, ale chcielibyśmy poznać Wasze początki… Opowiedz proszę jak to wszystko się zaczęło.
Moja przygoda z fotografią zaczęła się bardzo dawno temu, jeszcze w szkole podstawowej. Do dziś pamiętam pewną bardzo mroźną noc, kiedy czekałem w kolejce pod jednym z rzeszowskich sklepów fotograficznych aż do rana. To właśnie wtedy do sklepu miały zostać dostarczone Zenity i powiększalniki.

Lata osiemdziesiąte?
Dokładnie. Aparatów miało być zaledwie pięć, więc ubrany w wiele warstw ubrań i ogromną puchową kurtkę jakoś przeczekałem ten 20 stopniowy mróz. Właściwie nad ranem ledwie mogłem się ruszać, ale dostałem wymarzony sprzęt. A potem były godziny spędzone w stworzonej przeze mnie piwnicznej ciemni, gdzie razem z kolegami wywoływaliśmy zdjęcia i… wyjadaliśmy kiszone ogórki oraz inne przetwory ze słoikowych zapasów moich rodziców…

A kiedy przerodziło się to w poważny biznes?
Poważny biznes zaczął się w 1998 roku wraz z otwarciem pierwszego laboratorium Kodak Express. Potem powstawały kolejne punkty, aż w końcu było ich pięć.

Na początku laboratorium. A kiedy i dlaczego przyszedł czas na markę Najlepszefoto.pl?
Pracując w laboratorium mocno odczuliśmy rewolucję cyfrową, która spowodowała spadek obrotów w utworzonych przeze mnie punktach. Musiałem coś zmienić. Miałem potencjał w postaci zaplecza fachowców, czyli ludzi pracujących w zakładach fotograficznych. Razem mieliśmy też całą masę pomysłów. Przede wszystkim szukaliśmy nowych produktów, których potrzebują klienci. To był dobry moment na to, żeby postawić na kształcenie się w tym kierunku. Powoli, metodą prób i błędów sami dochodziliśmy więc do rozwiązań technologicznych, które będą najlepsze przy tworzeniu konkretnych produktów. I tak powstało Najlepszefoto.pl.

Staracie sie być nie tylko labem, ale też organizować warsztaty, szkolenia, wspierać rozwój fotografów. To fajna misja!
Przede wszystkim w ten sposób staramy się być blisko fotografów. Tylko dzięki temu możemy ciągle dostosowywać do nich naszą ofertę. Jesteśmy więc obecni na targach, na warsztatach organizowanych przez fotografów, na wydarzeniach branżowych. Przy prowadzeniu biznesu internetowego każde z takich realnych spotkań jest dla nas ważne.

Które z takich wydarzeń ma dla Was największe znaczenie? Daje najwięcej satysfakcji?
Myślę, że są to pierwsze warsztaty, które zorganizowaliśmy niedawno wraz z firmą Canon w Kamionce, niedaleko Rzeszowa. Gościnnie wystąpił na nich Paweł Totoro Adamiec. Dzięki nim mieliśmy okazję spotkać się z dwudziestoma pięcioma fotografami, którzy są naszymi klientami, lub pracują w branży fotograficznej. Mogliśmy zabrać ich do siedziby Najlepszefoto.pl i pokazać, w jaki sposób dla nich pracujemy. Dla mnie osobiście było to duże przeżycie.

Macie bardzo szeroką ofertę. Ale na pewno jest coś, co stanowi największą dumę. Jest takim “oczkiem w głowie”. Co to jest? I dlaczego?
Moim „oczkiem w głowie” są teraz dwie maszyny Canon Dream Labo 5000, które dotarły do nas w czerwcu tego roku. Dają nam one niespotykane dotąd możliwości profesjonalnych wydruków. Jesteśmy na etapie uczenia się ich i muszę przyznać, że sami jesteśmy pod wrażeniem tej nowej jakości, jaką niedługo podzielimy się z fotografami. Pierwsi z nich już widzieli fotoksiążki, jakie stworzyliśmy dzięki nowej technologii. Pokazywaliśmy je właśnie na warsztatach, o których wcześniej opowiadałem. Odbiór był bardzo pozytywny, co ogromnie mnie cieszy.

14340047_10207502416340754_1507930469_o

Biznes biznesem… Na pewno przytrafiły się sytuacje z których do dziś się śmiejecie. Jaka najzabawniejsza historia spotkała właśnie Was?
Nasza firma jest złożona głównie z młodych, kreatywnych osób, ludzi z poczuciem humoru i ironii. Zabawnych anegdot krążących po naszych korytarzach jest więc wiele. Ale najlepiej pamiętam tę, która dotyczyła reklamacji od klientów. Zaczęło się po wprowadzeniu naszej linii produktów z akrylowymi wstawkami. Byliśmy z niej bardzo dumni, jednak już po pierwszych zamówieniach Biuro Obsługi odebrało wiele reklamacji…

Co się stało?
Wszystkie dotyczyły jednej sprawy – moje zdjęcie lub okienko na okładce jest niebieskie… Szybko zorientowaliśmy się, że chodzi o niebieską folię zabezpieczającą, jaką przyklejaliśmy na akryl, żeby uniknąć zarysowań podczas przesyłki… Robiliśmy to jednak zbyt dokładnie. Od tej pory postanowiliśmy folię celowo naklejać bardziej niedbale, zostawiając w niej bąbelki powietrza, żeby klienci od razu orientowali się, że trzeba ją po prostu oderwać…

I na koniec: Pytanie obowiązkowe w każdym z naszych wywiadów. Czym Twoja firma wyróżnia się od innych? Gdybyś miał odpowiedzieć na to pytanie używając maksymalnie 10 słów, jak odpowiesz?
Młodymi ludźmi z zapałem do pracy i tworzenia nowych produktów.

14285547_10207502168774565_674493721_o

 

logo

 

Pan Piotr razem z całą ekipą serdecznie zaprasza do najlepszefoto.pl i poznania ich bliżej.

Jeśli chodzi o współpracę z Zalamo… Macie pełen wybór. Szybkie wysyłanie zamówień na odbitki, zamawianie wykonanych u nas projektów fotoalbumów i fotoksiążek. Do tego butik dla Waszych Par Młodych, aby móc sprzedać dodatkowe produkty i zarabiać więcej. Produktów jest wiele, co zresztą mieliśmy okazję zobaczyć w czasie ostatnich odwiedzin na wspomnianych w wywiadzie warsztatach organizowanych przez najlepszefoto.pl.

Poznajmy się! Najlepszefoto.pl

Jak sprzedawać zdjęcia w szkole – wywiad z Magdą Magiera i Dorotą Sałas

Nie tak dawno, na FB cieszyliśmy się tym, że w sesjach publicznych bardzo, a nawet bardzo bardzo fajnie sprzedają się odbitki. O tym, że to wygodny sposób mówią fotografowie, mówią też klienci. A w połączeniu z możliwością wysyłania bezpośrednio do swojego labu mamy wygodny kombajn do obsługi grup.

Nie ma co ukrywać – sesje publiczne to najczęściej szkoły i przedszkola… I tu, mamy dla Was niespodziankę.
Nasze Rekordzistki. Niekwestionowane (na razie! kto podejmie wyzwanie? Wrzesień tuż tuż) Mistrzynie sesji szkolnych. Dorota Sałas i Magda Magiera opowiedzą Wam jak to się stało, że na widok ich wyników kilka razy odświeżaliśmy stronę, czy na pewno jest wszystko ok. Ponad 50 sesji publicznych!

 

Jak długo współpracujecie przy sesjach szkolnych?
Magda: 
Poznałyśmy się przy okazji jednego projektu robionego przeze mnie w zeszłym roku. To znaczy poznałyśmy się po raz drugi… bo od naszego spotkania obie miałyśmy wrażenie, że już się kiedyś gdzieś spotkałyśmy.. długo nie mogłyśmy dojść do tego gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach. Rozmowy na temat naszej przeszłości i poszukiwanie tego punktu w czasie bardzo nas zbliżyły 🙂
Współpraca przy sesjach szkolnych to można powiedzieć był przypadek – w postępowaniu przetargowym okazało się, że zostały wybrane dwie oferty – moja i Doroty – i tak się zaczęło – połączyłyśmy siły. Obie wiedziałyśmy, że sesji dla dużej szkoły nie da się zrobić w pojedynkę, jeśli chce się zachować jakość, na której nam zależy.

 

Skąd pomysł? Sama pamiętam fotografię w szkole jako starszego Pana z bardzo znudzoną miną, który błyskał nam lampą po oczach w sali gimnastycznej, gdy wołaliśmy „seeeeer”… Jak to wygląda u Was? Z Wami?
Dorota: 
Dzieci są różne, czasem grzeczne jak aniołki, czasem trudno je opanować, czasem trafi się jedna osoba, która chce popsuć całą sesję, aby popisać się przed kolegami. Na pewno nie zastąpieni są w takich trudnych sytuacjach nauczyciele, którzy mają autorytet i swoje sposoby na okiełznanie niektórych uczniów, ale i my dzięki sporemu doświadczeniu dajemy sobie radę 🙂

Przy zdjęciach szkolnych ważne jest naszym zdaniem zaproponowanie nowej jakości. Nie możemy już patrzeć na zdjęcia przynoszone ze szkoły przez nasze dzieci i dzieci znajomych z dorobionymi cyfrowo ramkami, kwiatkami, na których dzieci mają woskowe i pomarańczowe twarze. Stwierdziłyśmy, że zdjęcia szkolne mogą być ciekawe i takie, które rodzice z przyjemnością postawią na półce w ramce lub wkleją do rodzinnego albumu. Mogą być zrobione w ciekawej scenerii i z wykorzystaniem ciekawych pomysłów.

Komentarze zostawione na Zalamo przez wielu rodziców pod zamówionymi zdjęciami potwierdzają, że warto iść w tym kierunku.

 

Jak w ogóle wygląda Wasza współpraca? Jakiś podział obowiązków? A może każda robi własne zdjęcia, ale sprzedajecie je razem?
Magda: 
Przy placówce takiej jak szkoła podział obowiązków musi być określony. Zbyt dużo jest dzieci, nauczycieli – musi być plan sesji, dopasowany do planu lekcji i do wydarzeń szkolnych. Wiadomo, że i my i szkoła dążą do tego, żeby sesja zajęła ograniczoną ilość czasu, ale żeby móc zrobić fajne zdjęcia przyjmujemy, że na jedną klasę potrzeba 1 godziny lekcyjnej. Tak więc sesja w szkole w której jest 500-600 osób zajmuje nam 3-4 dni. Wszystko jest wcześniej zorganizowane i uzgodnione zarówno ze szkołą jak i między nami.

Jeśli chodzi o „nasze” podziały to przygotowujemy wspólnie dwie scenografie, tak żeby rodzice mieli wybór – w czasie sesji każda z nas zajmuje jedną scenografię i każde dziecko jest fotografowane najpierw w jednym miejscu a następnie w drugim. Zdjęcia klasowe wykonujemy wspólnie. Oczywiście, to że zdjęcia robimy oddzielnie nie zmienia faktu, że jest to jeden projekt i zdjęcia wszystkie moje i Doroty trafiają do sprzedaży razem.

 

To teraz czas na zdradzenie pierwszego sekretu… Dużo jest takich szkół w których robicie zdjęcia? Decydują się całe szkoły, czy raczej pojedyncze klasy? Jak to wygląda  z punktu widzenia organizacyjnego?
Magda: 
Zdjęcia szkolne obejmują raczej całe szkoły. Czasem jedna lub dwie klasy z różnych powodów nie podejmują się współpracy, ale to są raczej wyjątki. Z drugiej strony zdarzyło nam się również robić zdjęcia tylko dla jednej klasy w całej szkole.

Organizacja sesji to często jeden z trudniejszych etapów projektu. Trzeba dopasować się do zaplanowanych przez szkołę wycieczek, zielonych szkół, apeli, do tego żeby nie zajmować zdjęciami ważniejszych przedmiotów, a przy tym wszystkim, żeby mieć ciągłość pracy, lekcja po lekcji, bo to wpływa na ogólny czas trwania sesji oraz na naszą efektywność. Staramy się też nie robić zdjęć dłużej niż 7 godzin lekcyjnych pod rząd, bo po takim czasie normalne jest, że jest się już zmęczonym – a nie chcemy, żeby nasze zmęczenie odbijało się na jakości zdjęć. Zresztą, to się też wpisuje w plany lekcyjne bo po 7mej godzinie rzadko które klasy mają jeszcze lekcje.

Rodzice coraz częściej uświadamiają sobie, że mogą mieć realny wpływ na to, który fotograf i w jaki sposób uwieczni ich dzieci w czasie sesji szkolnej. Dyrektor często nie chce się tym zająć, bo od lat ma jakiegoś Pana, który co roku robi zdjęcia. Rezultat często jest poniżej oczekiwań rodziców, ale z braku jakiegokolwiek wyboru kupują to co jest… Rady Rodziców zaczynają wychodzić z inicjatywą i poprzez konkurs ofert wyłaniają firmę, która w danym roku szkolnym będzie ich obsługiwać w zakresie fotografii. Oczywiście w dalszym ciągu cena ma znaczenie, ale już nie tylko. W tych szkołach rodzice chcą mieć fajną pamiątkę, a nie tylko jakąkolwiek. Takie podejście nas bardzo cieszy, bo daje nam możliwość zaprezentowania naszych wcześniejszych prac i tam, gdzie liczy się jakość, poczucie estetyki, pomysł na sesję – wygrywamy!

 

Zdarzają się nam czasami pytania, czy w sesjach przedszkolnych dzielić poszczególne grupy przy wrzucaniu zdjęć na Zalamo, jak Wy rozwiązujecie tą kwestię? Inna sesja? Oznaczenie słów kluczowych? Czy wychodzicie z założenia, że każdy rodzic znajdzie swoje dziecko? 😉
Dorota: 
Uważamy, że dzielenie zdjęć na poszczególne grupy, czyli na klasy ma kluczowe znaczenie zarówno dla rodziców jak i dla nas. Jedna klasa to jedna sesja Zalamo.

Dla rodziców jest to ważne ze względu na ilość zdjęć – nie sądzę, żeby komukolwiek chciało się przeglądać zdjęcia dzieci z całej szkoły i wyszukiwać swoje dziecko. Ograniczamy również w ten sposób ryzyko narażenia się na krytykę związaną z udostępnianiem wizerunku – do zdjęć ma dostęp tylko ograniczona ilość osób, które najczęściej się znają i znają swoje dzieci nawzajem. Każda sesja ma swój odrębny link i hasło.

Z naszego punktu widzenia taki podział jest ważny, bo zapewnia nam pewne uporządkowanie całości. Ponieważ podczas takich sesji wykonujemy i następnie po obróbce oddajemy w ręce rodziców od kilku do kilkunastu ujęć każdego dziecka to zdjęcia idą w setki w ramach klasy i w tysiące w ramach szkoły.

Dodatkowo później możemy robić różnego typu analizy, dotyczące sprzedawalności zdjęć, które scenografie są częściej wybierane, przez jakie grupy wiekowe, w których klasach które zdjęcia cieszą się większą popularnością, a w których mniejszą.

 

Aby klienci zamówili, najpierw muszą do tej galerii trafić… Jak informujecie o linku do galerii? Zdradzicie swój sposób? Maile, wizytówki? A może wpisy w dzienniczki uczniów?
Magda: 
To jest dość trudny orzech do zgryzienia. W każdej szkole jest inaczej. My staramy się wykorzystać wszystkie możliwe i dostępne drogi. Zakładamy, że lepiej, żeby rodzić dostał maila 3 razy niż nie dostał go wcale. Szkoła nie może nam udostępnić bazy mailowej rodziców, więc robimy to przez pośredników takich jak nauczyciele, rada rodziców, trójki klasowe. Oczywiście jest to nowy sposób dystrybucji zdjęć szkolnych i rodzi pewne trudności, bo ktoś nie dostał maila, komuś wpadł do spamu, ktoś dostał, ale nie doczytał. Widzimy jednak, że taka forma sprzedaży jest bardzo doceniana przez rodziców i przez nauczycieli, którzy nie są już obciążeni zbieraniem pieniędzy, wydawaniem reszty, ściąganiem niekupionych zdjęć, itd.

Oczywiście jest ryzyko, że część rodziców nie trafi do galerii od razu, ale najczęściej są 2-3 tury zamawiania zdjęć i rodzice, którzy z jakichś powodów nie dostali linka po zgłoszeniu przez dzieci, że inne dzieci już dostały zdjęcia sami reagują i szukają kontaktu z nami i wtedy przesyłamy już bezpośrednio. Dodatkowo każdy rodzic pod zamówieniem musi zostawić adres mailowy prywatny i w taki sposób udostępniony nam adres możemy wykorzystać w przyszłości do wysłania linku bezpośrednio do rodzica.

 

Często są zamówienia kilku odbitek tego samego zdjęcia? Czy Rodzice mając taką okazję zamawiają odbitki i akcesoria w większej ilości by na przykład obdarować rodzinę? Czy tylko u moich znajomych kochająca babcia kupiła kalendarze z wnuczką dla całej rodziny…
Magda: 
To jest prawdopodobnie jedna z większych zalet sprzedaży tego typu zdjęć przez Zalamo. Klienci nie tylko mogą wybrać ujęcia, mogą też zdecydować o rozmiarze odbitki oraz o ilości odbitek tego samego ujęcia. Takiej możliwości nie daje tradycyjny sposób dystrybucji zdjęć. Rodzice chętnie z tej możliwości korzystają i mamy wiele zamówień, gdzie to samo zdjęcie drukujemy po kilka razy.

 

Czy w pracy pomagają Wam statystyki sesji? Są dla Was wskazówką/wyznacznikiem?
Dorota: 
Statystyki sesji to chyba był nawet nasz pomysł! Bardzo ich potrzebowałyśmy i poprosiłyśmy o ich wprowadzenie.Takie statystyki umożliwiają nam zorientowanie się do ilu rodziców z klasy trafił link do galerii. Jeśli w klasie jest 23 dzieci a do galerii weszło 2, lub 3 jest to dla nas sygnał, że trzeba wzmocnić dystrybucję linku do zdjęć, albo znaleźć nowy kanał dotarcia do rodziców.

Z drugiej strony jest to świetny sposób na porównanie ile osób wchodzi do galerii z ilością złożonych zamówień.

 

Hmmm… A same zamówienia? Dajecie klientom jakiś określony czas na złożenie zamówień, czy pełna dowolność? Ogarnięcie takiej ilości ludzi to też wyzwanie…
Dorota: 
Oj tak, to jest wyzwanie. Praca administracyjna po oddaniu zdjęć jest z jednej strony bardzo przyjemna, bo zamówienia spływają i możemy cieszyć się z tego że nasze prace cieszą się uznaniem, dostajemy mnóstwo miłych komentarzy od rodziców i to bardzo cieszy i buduje wiarę w to, że jednak ludzie zwracają uwagę na jakość zdjęć.

Z drugiej jednak strony obsługa zamówień jest dość trudna i wymagająca. Zdjęcia przychodzą z labu w wielkich pudłach, wymagają rozpakowania, sprawdzenia, czy wszystko jest, segregacji, odnalezienia odpowiedniego zamówienia, spakowania, opisania i dostarczenia do szkoły. To wymaga czasu, cierpliwości i dokładności, bo odbitek zrobiłyśmy kilka tysięcy 🙂

Czas na składanie zamówień musi być ograniczony. Z doświadczenia wiemy, że najwięcej zamówień spływa tuż po udostępnieniu linka i tuż przed końcem czasu składania zamówień. Zdarza się również tak, że ten termin wydłużamy na prośbę rodziców, ale nie możemy tego robić w nieskończoność. Często ograniczeniem jest np. koniec roku szkolnego. Zamówienia muszą spłynąć odpowiednio wcześnie, żeby przed wakacjami zdjęcia zostały dostarczone do szkoły.

 

Ok, a jaka była największa ilość zamówionych odbitek z jednej klasy? Pamiętasz może?
Magda: 
Nie pamiętam jaka była największa ilość zamówionych odbitek z całej klasy, ale jeśli dobrze pamiętam to największe pojedyncze zamówienie było na 32 odbitki.

 

Jak często można robić takie zdjęcia? Są pasowania na uczniów, to chyba taki najbardziej oczywisty moment… Ale kiedy jeszcze wykonujecie sesje?
Magda: 
Sesje wykonujemy głównie w okresie wiosennym, ale oczywiście też takie uroczystości jak pasowanie na ucznia są dobrą okazją do zrobienia sesji. Zdjęcia można zrobić w zasadzie w dowolnej porze roku, ale np. wiosną można je zrobić pobliskim parku.

Nie należy jednak robić zdjęć zbyt często – rodzice nie są chętni do zakupu zdjęć co 2 miesiące, a przecież nam fotografom chodzi o to, żeby zdjęcia sprzedać, a tylko nie zrobić.

 

Wymarzona sesja w szkole. Taka idealna. Spełnienie Waszych marzeń… Jak miałaby wyglądać?
Dorota: 
Dokładnie, rynek się zmienia, zmieniają gusta i oczekiwania rodziców i tam gdzie ta nowa świadomość się pojawia jest miejsce dla takich fotografów jak my. Jeśli szkoła proponuje nam wykonanie sesji dla 600 osób i chce na to przeznaczyć 4-5 godzin to nie jest to miejsce dla nas. Wtedy albo udaje nam się przekonać szkołę do innego podejścia albo rezygnujemy z takiego zlecenia, bo chcemy, żeby nasze zdjęcia były naszą wizytówką, a wiemy, że w tak krótkim czasie nie da się zrobić dobrych zdjęć przy takiej ilości dzieci.

Do każdej sesji się przygotowujemy, szukamy inspiracji, tworzymy scenografię, czasem własnoręcznie robimy potrzebne rekwizyty – to wszystko po to, żeby nasze zdjęcia były inne, lepsze. I tak naprawdę to co chwila mamy jakiś nowy pomysł i go realizujemy. Teraz właśnie przygotowujemy się do nowego roku i już mamy w głowie kilka pomysłów. Część jest już w trakcie realizacji.

 

Dorota: Zarażona fotografią przez Męża, zakochała się w robieniu zdjęć. I tak ta miłość do fotografii trwa już 10 lat. Zaczęła od ślubów, teraz głównie fotografia dziecięca, rodzinna i portrety, ale wciąż szuka siebie i tego, co naprawdę sprawia jej przyjemność. Prywatnie Mama młodego piłkarza, więc ćwiczenia z fotografii sportowej również ma opanowane. Optymistyczna przyjaciółka swoich 2 kotów i szczeniaka, który ostatnio zawładnął sercami Jej rodziny.

Magda: Fotografia zaraził ja tata, zabierając do ciemni już jako kilkulatkę. Po skończeniu ekonomii na SGH przez wiele lat żyła w korpoświecie, ale fotografia pozostała niezmiennym hobby. Teraz stawia na siebie i przekuwanie pasji we własny biznes. Działa głównie w zakresie fotografii rodzinnej, dziecięcej i porterowej. Prywatnie: Uśmiechnięta Mama 8-letniej Hani, która jest dla niej inspiracją i motorem do działania.dorota i magda

Jak sprzedawać zdjęcia w szkole – wywiad z Magdą Magiera i Dorotą Sałas